„Nie zamieniłabym branży hotelarskiej na inną” – wywiad z Agnieszką Kurowską

0
1762
Advertisement
Właścicielka ekskluzywnego, butikowego SixtySix w Warszawie oraz współwłaścicielka Rezydencji Gubałówka w Zakopanem. Prywatnie szczęśliwa mama nastoletniej blogerki Andziaks, którą na Instagramie obserwują setki tysięcy rówieśniczek. Jednym słowem: kobieta sukcesu, która w pewnym momencie kariery zawodowej postawiła na inwestycje w nieruchomości, dzięki czemu udało jej się dorobić mitycznego pierwszego miliona. Podczas wiosennej edycji konferencji Hotel Meeting mieliśmy wyjątkową okazję porozmawiać z Agnieszką Kurowską m.in. na temat jej początków w branży hotelarskiej, rozwoju nowych technologii oraz planów związanych z rozszerzeniem przedsiębiorczej działalności.

Mateusz Świst (Redaktor Naczelny Horeca Business Club): Minęło już ponad półtora roku od hucznego i długo jeszcze wspominanego medialnie otwarcia hotelu SixtySix, z udziałem plejady polskich gwiazd. Jak wiele osób znanych ze szklanego ekranu odwiedza hotel w tym momencie?

Agnieszka Kurowska (właścicielka hotelu SixtySix oraz współwłaścicielka Rezydencja Gubałówka): Nadal nas odwiedzają, czasem wpadają tylko do restauracji. Z reguły są to ludzie, którzy mieszkają w Warszawie, więc zwykle przychodzą do nas na obiady, kolacje. Mamy też znanych gości, którzy u nas nocują. Hotel SixtySix jest usytuowany w centrum stolicy, więc dużo gości przyjeżdża również z zagranicy.

Może zdradzi Pani jakieś nazwiska, które naszym czytelnikom mogłyby coś powiedzieć?

W hotelarstwie jesteśmy zobowiązani tajemnicą. Nie wiem, czy goście sobie życzą, musiałabym zapytać…

Proszę przynajmniej powiedzieć, jakie sektory reprezentują? Czy to są aktorzy, piosenkarze, inni celebryci?

Aktorzy, piosenkarze, czasami nawet telewizje rezerwują pokoje dla swoich wykonawców – gwiazd, które przyjeżdżają akurat na koncerty do Warszawy. Zdarza nam się gościć grupy z Polsatu czy TVN-u. Wtedy znana osoba przyjeżdża razem z całą swoją obsługą. Także bywają u nas wciąż „medialne” wizyty.

Na oficjalnej stronie internetowej można również przeczytać, że SixtySix to przestrzeń dla osób ceniących sztukę i kulturę, umiejętnie łącząca klasykę z nowoczesnością. W jaki sposób dba Pani o to, żeby utrzymać ekskluzywność tego miejsca?

Na początku jest to przede wszystkim dobór materiałów do wystroju hotelu, natomiast później są to produkty, które oferujemy naszym klientom i jakość obsługi, czyli szkolenia personelu i podnoszenie ich kwalifikacji po to, żeby gość, który jest wymagający, czuł się w naszym hotelu naprawdę dobrze, komfortowo i luksusowo.

Do tych atutów dołączyłbym jeszcze – poza tymi, o których Pani wspomniała – niesamowicie duży wybór trunków, a zwłaszcza win w hotelowej restauracji Nobu. Czy to jest jedna z największych wizytówek SixtySix?

Myślę, że największą wizytówką jest mimo wszystko kuchnia, aczkolwiek staramy się przykładać dużą wagę do wyboru alkoholi. Mamy trunki z całego świata, na przykład nowozelandzki gin, japońską whiskey – coś czego goście poszukują, a czasami możemy ich nawet czymś zaskoczyć. Jeżeli chodzi o wina, to rzeczywiście oferujemy ich szeroki wybór. Ja na przykład niedługo wybieram się do Mołdawii na testowanie win, zatem być może pojawią się u nas niedługo także tamtejsze trunki, jeżeli mnie zachwycą.

Teraz mała wolta tematyczna – Pani córka jest jedną z czołowych blogerek, więc nie sposób żebym nie zapytał o to, czy udziela Pani jakichś rad dotyczących prowadzenia mediów społecznościowych hotelu? Jak dużą wagę przywiązuje Pani w ogóle do komunikacji marketingowej i budowania wizerunku medialnego SixtySix?

Moja córka bardzo mi pomaga w prowadzeniu social mediów. Powiem szczerze, że zatrudniałam wcześniej osoby do prowadzenia Instagrama i profilu na Facebooku, natomiast moja córka, która jest perfekcjonistką, mówiła: „Mamo, jakość zdjęcia jest nie taka!”. Odpowiedziałam jej w końcu: „Dobrze, w takim razie Ty możesz się tym zająć” i teraz to Angelika zwykle obrabia zdjęcia. Faktycznie, bardzo mi pomaga, wspólnie omawiamy kolejne etapy aktywności medialnej.

Jednak oko profesjonalisty się przydaje!

Tak, Angelika naprawdę robi to najlepiej i jak do tej pory jestem bardzo zadowolona z jej pomocy.

Źródło: Rezydencja Gubałówka | Condohotel w Zakopanem

A jak wygląda u Pani kwestia łączenia życia zawodowego z prywatnym? Prowadzenie hotelu butikowego wiąże się z dużym nakładem czasu, dużą dbałością o detale, nadzorem pracowników, którzy są u Pani zatrudnieni, aby jakość obsługi została cały czas była utrzymywana na najwyższym poziomie. To bardzo absorbująca praca pod względem czasu, zatem czy udaje się pani zachować work-life balance?

Staram się mieć czas zarówno dla rodziny, jak i na swoje aktywności czy przyjemności. Codziennie chodzę na siłownię, prawie codziennie na jogę. Spędzam też czas z córką, która już wyprowadziła się z domu, więc mamy trochę inny kontakt. Wszystko jest jednak kwestią odpowiedniego prowadzenia kalendarza. W tej chwili otworzyliśmy kolejny obiekt w Zakopanem – „Rezydencja Gubałówka”, w którym jestem praktycznie raz w tygodniu, bądź raz na dwa tygodnie przez kilka dni. Jest to nowy obiekt, więc wymaga bardzo dużego zaangażowania. W tej chwili jest ciężko, bo jestem ciągle w podróży i muszę naprawdę mocno się starać, żeby ten czas jakoś sobie wygospodarować i „ogarnąć” wszystkie tematy.

A propos podróży, często przebywa Pani poza granicami kraju. Lubi Pani podróżować, również w mediach społecznościowych można znaleźć małe relacje z tych wypraw, dokumentacje fotograficzne. Czym kieruje się Pani wybierając hotel czy ośrodek wypoczynkowy na prywatny wyjazd zagraniczny?

To nie jest łatwe pytanie. Gdy jadę do dużego miasta europejskiego, staram się, żeby był to obiekt w centrum. Preferuję właśnie takie hotele jak SixtySix, który jest obiektem butikowym, niedużym, gdzie jest spersonalizowana obsługa, gdzie można poczuć się jak w domu. Nie przepadam za dużymi hotelami sieciowymi. Czasem, kiedy jadę na wakacje ze znajomymi, to po prostu dostosowuję się do grupy, natomiast jeżeli mam możliwość wyboru, to bardzo lubię właśnie hotele niesieciowe, butikowe, prowadzone przez właścicieli, gdzie kontakt z gościem jest zupełnie inny. Zwykle mają one bardzo ciekawy design, widać wkład osób z danego terenu, co jest dla mnie zawsze inspirujące. Staram się też szukać inspiracji podczas moich podróży do kolejnych obiektów.

Czy są jakieś zagraniczne wzorce, które chciałaby Pani zaszczepić na grunt polski, także do swoich hoteli?

Zwykle kiedy jeżdżę po świecie, to staram się robić zdjęcia, zapisywać nazwy firm, które tam widzę, zwłaszcza jeśli chodzi o design i wystrój wnętrza. Dopytuję czasem obsługi, skąd jest dana rzecz i na pewno inspiruję się tym bardzo mocno. Często przeglądam też wizualizacje zamieszczone w Internecie. Gdy pracujemy nad nowym obiektem, wówczas po prostu siadam z architektami i mówię im, czego mniej więcej oczekuję, w którym kierunku idziemy. Później jest burza mózgów, oni przedstawiają swoje propozycje, które wspólnie korygujemy. Te inspiracje są mocno wpisane w tworzenie nowych obiektów.

Jak polskie hotele wypadają na tle Europy i świata pod względem technologicznym?

Ostatnio byłam w Malezji i Singapurze. Tam jest po prostu kosmos pod tym względem! W hotelu od razu dostałam smartphone’a, który miał w sobie różne aplikacje, w tym nawigację. Rozwiązania funkcjonujące już z powodzeniem w krajach Dalekiego Wschodu są zatem bardzo przydatne.

Miała Pani wtedy kontakt z żywym człowiekiem?

Tak, była osoba na recepcji, która mi przekazała to urządzenie. Podobnie było w kolejnym hotelu. W Polsce jest to jeszcze rzadko spotykane. Ja w SixtySix na początku myślałam, żeby udostępnić gościom tablety, natomiast jeszcze tego nie wprowadziliśmy. Myślę, że byłoby to ciekawe rozwiązanie dla gościa, szczególnie zagranicznego, który przyjeżdżając do hotelu od razu ma pełną informację w swoim języku, ma mapę i wie, jak się poruszać po Warszawie, bądź też całym kraju.

Przede wszystkim jest przygotowany na tego typu nowoczesne rozwiązania, bo już je zna.

Tak, w Europie jest to coraz częściej spotykane, ale wydaje mi się, że to Azja przoduje w nowych technologiach. W tamtejszych hotelach już wszystko jest automatyzowane, co czasami bywa też denerwujące, bo gdy mamy zgasić światło, to nagle okazuje się, że jest tyle różnych funkcji, że ciężko sobie z tą prozaiczną czynnością poradzić.

Gala Osobowości i Sukcesy Roku 2018 Dziękujemy za docenienie 🙌🏻

Post udostępniony przez  Hotel Sixty Six (@hotelsixtysix)

Zadałem sobie trud, aby dokładnie przejrzeć bloga Pani córki i stamtąd wyciągnąć coś ciekawego o Pani. Zapadł mi w pamięci jeden cytat, nieco sztampowy, że „pierwszego miliona wcale nie trzeba ukraść”. Jak to było w Pani przypadku, jeśli chodzi o inwestycje w nieruchomości? Jak to się zaczęło i jak to się dalej potoczyło?

Jeśli chodzi o inwestycje hotelarskie, to myślałam już o tym od 10 lat. Mieszkałam wtedy w Zakopanem i zajmowałam się prowadzeniem turystycznych apartamentów na wynajem. Zaczęłam to robić ad hoc, bez większego przygotowania. Z wykształcenia jestem prawnikiem, ale też zarządcą nieruchomości, pośrednikiem i rzeczoznawcą majątkowym, więc są to pokrewne dziedziny. Hotelarstwo było mi jednak obce i w momencie, kiedy zaczęłam to robić, bardzo mocno przykładałam wagę do jakości, do tego, żeby gość był zadowolony. Sama jestem wymagająca, i jeżeli gdzieś jadę to lubię, kiedy w apartamencie jest wszystko to co jest potrzebne do funkcjonowania. Goście bardzo to doceniali i w tym momencie zaczęłam czuć wielką przyjemność z ich przyjmowania. Kiedy oddawali mi klucze, to mówili, że jest wszystko: kawa, herbata, sól i nie trzeba nigdzie chodzić. To są takie drobne rzeczy, które jednak sprawiają bardzo dużą przyjemność. Wtedy zaświtał mi pierwszy raz pomysł, że chciałabym mieć kiedyś taki duży pensjonat, albo jakiś butikowy hotel, ale nigdy nie przypuszczałam, że będzie to hotel pokroju SixtySix, właśnie w takim miejscu jak Nowy Świat w Warszawie – to przerosło trochę moje oczekiwania. W życiu tak jest, że czasami o czymś marzymy i w pewnym stopniu przyciągamy to do siebie. Ja w to wierzę, że przyciągnęłam coś zupełnie większego niż się spodziewałam. Dzisiaj jestem bardzo zadowolona i mam ogromną satysfakcję z prowadzenia biznesu hotelowego. Myślę, że nie chciałabym już zmieniać branży – to jest coś, w czym się naprawdę dobrze czuję. Jest to też branża wymagająca, ale myślę, że jeżeli człowiek się przykłada do pracy, to jest w stanie osiągnąć sukces.

Sektory, które składają się na całą branżę HoReCa, są komplementarne, bo w każdym hotelu jest przecież restauracja, a w niektórych przypadkach dochodzi jeszcze catering. Czy myślała Pani o tym, aby restauracja Nobu pojawiła się jeszcze w dwóch-trzech innych prestiżowych lokalizacjach w Warszawie?

Nie, o tym akurat nie myślałam. Jedyna myśl, jaka jeszcze mi świta to SPA w jednym z hoteli – myślę tutaj akurat o Zakopanem, o „Rezydencji Gubałówka”. W tej chwili jesteśmy w trakcie rozwoju akurat tego obiektu. Branża kosmetyczna to coś, co dla każdej kobiety jest czymś fascynującym. Byłoby to raczej na terenie hotelu, ale również myślę o tym, żeby gdzieś niedaleko SixtySix pojawiło się SPA zupełnie niezależne. Na tę chwilę czasowo nie byłabym w stanie tego wszystkiego opanować, ale jest to projekt, dzięki któremu mogłabym wykroczyć poza branżę hotelarską.

Wracając do wątku inwestycyjnego, domyślam się, że same początki nie były usłane różami…

Początki nigdy nie są łatwe. Pozyskiwanie finansowania, przeanalizowanie całego biznesplanu, który i tak później okazuje się być nie do końca adekwatny do tego, co nas spotyka w rzeczywistości – to są generalnie najtrudniejsze rzeczy. Co więcej, potrzebne jest również uzyskanie wszelkich zgód. SixtySix mieści się w obiekcie zabytkowym, więc w tym przypadku dochodzi jeszcze konserwator zabytku, z którym, jak wiadomo, nie jest łatwo dojść do porozumienia. Zawsze są jakieś schody, obsuwy, jeśli chodzi o wykonawców. To jest naprawdę skomplikowana sprawa, żeby otworzyć hotel i jeszcze spowodować wzrost biznesu, aby zarobić ten pierwszy milion i móc go dalej inwestować, stawiać kolejne obiekty i finansowo wzrastać.

Biorąc pod uwagę Pani obecną satysfakcję zawodową, chyba jednak było warto?

Warto, chociaż trzeba mieć silne nerwy, bo w dzisiejszych czasach kłód pod nogi rzucanych jest dużo. Ale ja zawsze twierdzę, że jeżeli dochodzimy do ściany, to nie powinniśmy walić w nią głową, tylko zastanowić się, jak ją obejść. Nigdy się nie poddaję, w najgorszych momentach i sytuacjach zawsze staram się znaleźć jakieś rozwiązanie, bądź też posiłkuję się ludźmi, którzy się na tym znają, doradzą, pomogą. Na pewno nie zamykam się w czterech ścianach i nie płaczę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here