Houston, mamy problem… z pracownikami!

0
944

Wszystkim właścicielom restauracji wydawało się, że po uwolnieniu naszej kochanej gastronomii z Covid-19 i podaniu terminów nowego otwarcia” – wystarczy, że klasną w dłonie i pojawi się na progu ich restauracji sznurek chętnych do rozpoczęcia pracy.

W czasie lockdownu była też bardzo popularna opinia , że wielu profesjonalistów „stoi w blokach”, czeka na oferty i pracę, byli przekonani, że po zakończeniu obostrzeń będzie „w kim wybierać”, że znowu będziemy mieć „rynek pracodawcy” – a tu zonk! i zaskoczenie.

Niestety – życie pokazało inaczej.
Nie mamy większego problemu ze znalezieniem kucharza liniowego czy kelnerów ale nie ma już dziś na rynku prawdziwych i doświadczonych, pracujących w gastronomii od lat profesjonalistów – Szefów Kuchni, Sous Chefów czy dobrych Sushi Masterów i Barmanów.

Przed pandemią były to często „drogie” stanowiska.
W pierwszym odruchu i panice towarzyszącej zamykaniu lokali to właśnie ich zwalniano wraz managerami, sommellierami czy szefami baru w pierwszej kolejności – bo stali się niepotrzebni do sprzedaży „na wynos” i zbyt drodzy w dalszym „utrzymaniu”.

Tutaj kij ma jednak dwa końce – znam sytuacje , gdzie profesjonalista w ogóle nawet nie chciał słyszeć o obniżeniu swojej pensji na czas Covid-u i stawiał warunki nie do przeskoczenia przez pracodawcę a bywało i tak, że pracodawca nawet nie próbował wyjść z żadną propozycją aby swojego managera czy szefa zatrzymać.
Ile restauracji – tyle historii.

Wielu profesjonalistów z dnia na dzień pozostało bez środków do życia, możliwości spłacania kredytów, utrzymania rodzin.

Bardzo często pracowali u swoich pracodawców przez dekady a w momencie zagrożenia biznesu – zostali pozbawieni pracy w pierwszej kolejności i bez większego zastanowienia ze strony pracodawcy.

Teraz podczas naszych spotkań rekrutacyjnych słuchamy tych wszystkich historii.
Słuchamy pracodawców o ich obecnych problemach z zatrudnieniem nowych osób i słuchamy kandydatów, którzy nie chcą wracać do jak sądzą wciąż niepewnej pracy.

Od kilku tygodni kontaktuję się z ludźmi, którzy w ostatnich latach złożyli swoje dokumenty do naszej Agencji Zatrudnienia z chęcią podjęcia nowej pracy, zmiany miejsca zamieszkania, podwyższenia swoich kwalifikacji, dalszego rozwoju etc.

Kiedy się z nimi kontaktujemy okazuje się, że często pracują w zupełnie innych branżach lub otworzyli własne, niewielkie biznesy. Ponad połowa nie chce już więcej słyszeć o gastronomii. Zarzekają się, że nie wrócą, nie chcą już nigdzie aplikować. Bardzo często mówią o swoim rozczarowaniu i że ich życie i marzenia odwróciły się o 180 stopni.

Są też i tacy, który od miesięcy twierdzili, że nigdy nie wrócą a dzwonili do mnie jako pierwsi w momencie kiedy media ogłosiły stopniowe otwieranie gastro od 15 maja.

Pytałem – skąd taka zmiana nastawienia? Twierdzą, że dla nich gastronomia to uzależnienie, narkotyk bez którego nie potrafią żyć…

Zaskakujące jest też to, że wielu z kandydatów, którzy chcą wrócić a znani byli z dość wysokich oczekiwań finansowych – znacznie obniżyło swoje stawki. Oni po prostu chcą znowu stanąć na kuchni, wpaść w tabakę.. usłyszeć brzęczenie drukarki bonów … posprzeczać się z kelnerem… to jest chyba właśnie sól tej ziemi.

A jak to wygląda u Was?

O autorze:
Maciej Rogowski – od 31 lat aktywnie w gastronomii, rekruter profesjonalistów na rynku HoReCa, były dyrektor hoteli, szef kuchni, Food & Beverage manager. Szkoleniowiec. Właściciel Berio Consulting / FB @berioconsulting

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj
This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.